W Kielcach tłusty czwartek tradycyjnie zaczął się wcześniej niż zwykle. Gdy większość miasta jeszcze spała, przed cukierniami i pączkarniami już ustawiały się kolejki. Dla wielu mieszkańców to jeden z niewielu dni w roku, kiedy naprawdę warto wstać przed świtem.
Największy ruch panował w centrum. Przy ulicy Sienkiewicza, przed Pączkarnią Tradycyjną „Dobrze Nadziane”, pierwsi klienci pojawili się jeszcze przed godziną siódmą. Z każdą minutą przybywało kolejnych osób – jedni z kubkiem kawy w ręku, inni z przygotowanymi kartonami, jakby wychodzili na większe rodzinne zakupy. Podobna scena rozgrywała się przy Paderewskiego, gdzie mimo późniejszej godziny otwarcia cukierni „Świat Słodyczy”, chętni czekali już od wczesnego rana.
Nie tylko ścisłe centrum żyło pączkami. Na osiedlach sytuacja wyglądała niemal identycznie. Przy cukierni Oskroba na Panoramicznej kolejka ustawiła się jeszcze przed zapaleniem świateł w lokalu. Mieszkańcy zgodnie przyznawali, że tłusty czwartek to dzień, w którym „lepiej być wcześniej niż później”.
Choć dziś pączki są dostępne przez cały rok, ten jeden czwartek wciąż ma szczególne znaczenie. To nie tylko kulinarna tradycja, ale też element lokalnego rytuału.
– W pracy zawsze czekają, aż ktoś przyniesie pączki. Jakby bez tego dzień się nie zaczął – mówiła jedna z mieszkanek Kielc, stojąc w kolejce razem z sąsiadką.
Współczesny tłusty czwartek wygląda zupełnie inaczej niż kilkaset lat temu, ale jego sens pozostał podobny. Dawniej był częścią hucznych zapustów, ostatniego tygodnia karnawału przed Wielkim Postem. Był czasem uczt, zabaw i spotkań, które potrafiły trwać dniami. Pączki, smażone na smalcu i pełne jaj oraz masła, symbolizowały pożegnanie z obfitym jedzeniem na długie tygodnie postnych ograniczeń.
Historycy zwracają uwagę, że dawne pączki niewiele przypominały te, które dziś znamy z cukierni. Były cięższe, mniej puszyste, często z nadzieniem różanym, migdałowym albo korzennym. Z czasem tradycja uprościła się, ale sam zwyczaj przetrwał – nawet jeśli dziś zamiast wielodniowych uczt mamy karton pączków w biurze.
Nie brakuje też głosów rozsądku. Lekarze co roku przypominają, że pączek to solidna porcja kalorii i że warto zachować umiar. Wielu kielczan podchodzi do tego z dystansem.
– Człowiek nie je tak codziennie. Dziś można sobie pozwolić – słyszeliśmy niejednokrotnie. Część osób wybiera jeden pączek „dla tradycji”, inni nie ukrywają, że na jednym się nie kończy.
Różnice w cenach również są tematem rozmów. W Kielcach można było znaleźć zarówno pączki za kilka złotych, jak i takie, za które trzeba zapłacić znacznie więcej. Klienci zwracali uwagę na nadzienie, świeżość i „to coś”, co sprawia, że do danej cukierni wraca się co roku.
– Jak jest dobry, to cena schodzi na drugi plan – mówił jeden z klientów wychodzących z pełnym kartonem.
Choć tłusty czwartek to tylko jeden dzień, w Kielcach wyraźnie było widać, że ta tradycja wciąż żyje. Kolejki, rozmowy, zapach smażonego ciasta unoszący się w powietrzu – wszystko to sprawia, że miasto na chwilę zwalnia i wraca do dobrze znanego rytuału. A jutro? Jutro wiele osób wróci do diety, pracy i codziennych obowiązków.
Ale dziś – dziś w Kielcach rządził pączek.


















