Kielecka prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko radnemu sejmiku woj. świętokrzyskiego Gerardowi Pedryczowi (KO) oraz byłej dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy Annie M. Sprawa dotyczy nieuprawnionego dostępu do akt osobowych byłego pracownika Ośrodka.
Rzecznik kieleckiej prokuratury Daniel Prokopowicz przekazał we wtorek, że akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Kielcach. Objęto nim radnego sejmiku Gerarda Pedrycza (zgodził się na publikacje danych – PAP) oraz byłą dyrektor medyczną placówki Annę M.
Z ustaleń prokuratury wynika, że oskarżeni mieli dopuścić się złamania prawa pod koniec 2024 roku. W październiku dwaj radni komisji rewizyjnej otrzymali upoważnienie do kontroli Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy. Pierwsze czynności kontrolne przeprowadzono 27 listopada 2024 roku.
Prace zespołu obejmowały analizę zatrudnienia w ośrodku w latach 2016-2023. W trakcie kontroli radny Pedrycz chciał przejrzeć umowy o pracę i wysokość wynagrodzeń. Drugi z radnych miał się temu sprzeciwić. Uznał, że zespół uzyskał już niezbędne informacje zgodnie z planem kontroli.
Pedrycz wrócił do ośrodka 12 grudnia, aby samodzielnie kontynuować kontrolę. Radny zawnioskował o przedstawienie akt osobowych konkretnego, byłego pracownika placówki. Dokumenty przedłożyła mu ówczesna dyrektor WOMP Anna M. Były pracownik, którego dotyczyły dokumenty, nie wyraził zgody na wgląd w jego akta.
Prokuratura zarzuciła radnemu i byłej dyrektor WOMP, że jako urzędnicy nadużyli władzy i mieli bezprawnie przetwarzać dane osobowe pracownika ośrodka medycyny pracy. Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im czynów.
Pedrycz w rozmowie z PAP przekonywał, że jest niewinny, „a sprawa jest motywowana politycznie”. Według radnego jest to próba uciszenia go przez zarząd województwa, pod który podlega WOMP.
Radny wyjaśnił, że działał zgodnie ze swoimi obowiązkami. Wskazał, że otrzymał sygnały o możliwych nieprawidłowościach przy zatrudnianiu pracownika. Zaznaczył, że jako członek komisji rewizyjnej musiał zweryfikować te informacje.
Samorządowiec podkreślił również, że jest spokojny o wynik postępowania przed sądem. – W żaden sposób nie złamałem przepisów. Działałem zgodnie z obowiązkami radnego sejmiku – dodał.
Za zarzucane czyny grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. (PAP)
wdz/ agz/
