Kielecki radny Maciej Bursztein znów wziął sprawy w swoje ręce, a właściwie – w ręce wynajętej przez siebie ekipy. W mediach społecznościowych opublikował nagranie, na którym pokazuje tony pozimowego piachu zalegającego na kluczowych skrzyżowaniach i ścieżkach rowerowych. Polityk nie krył frustracji faktem, że miejska spółka odpowiedzialna za porządek, mimo licznej kadry, nie radzi sobie z uprzątnięciem miasta.
Bursztein zdecydował się na nietypowy krok: z własnej diety opłacił prywatną firmę sprzątającą, która zajęła się ulicami Podklasztorną, Kamińskiego oraz fragmentem Jagiellońskiej.
„Uznałem, że nie ma sensu czekać, aż zajmie się tym spółka miejska, tak zwana zieleń. Utrzymujemy dosłownie komunę. Nie ma cennika, nie ma konkurencji, za to jest marnowanie naszych publicznych pieniędzy” – grzmi radny w swojej rolce.
Akcja wywołała lawinę komentarzy. Mieszkańcy z goryczą zauważają, że Kielce tracą blask, a utrzymanie czystości staje się luksusem. Niektórzy wspominają czasy, gdy nocami na ulice regularnie wyjeżdżały zamiatarki, a dziś miasto nazywają „permanentną plażą”.
Głos zabrał również przewodniczący kieleckiej Rady Miasta, Maciej Jakubczyk, który przebywa obecnie na konwencie w Olsztynie. Porównanie obu miast wypadło dla stolicy świętokrzyskiego fatalnie.
„Nie ma grama piachu na chodnikach. Czysto i schludnie. Tylko u nas się nie da. Pokazałem film innym przewodniczącym, nie wierzyli, że to prawda” – relacjonuje Jakubczyk.
Bursztein przy okazji sprzątania ogłosił dla mieszkańców konkurs – mają zgadnąć, ile dokładnie kilogramów piachu udało się zebrać zaledwie z trzech wymienionych ulic. Podpowiedź radnego jest wymowna: „nie bójcie się dużych liczb”.